czwartek, 19 czerwca 2014

Wypad na Powiśle (14-16 czerwca 2014)

W ubiegłym tygodniu udało nam się zrealizować trzydniowy wypad na Dolne Powiśle, do gminy Dzierzgoń. Był to zarazem nasz pierwszy od urodzenia Hani wielodniowy wypad z psem, więc była konieczna pewna gimnastyka logistyczna. Ale robiąc wszystko na spokojnie, bez pośpiechu, udało się ogarnąć całą ekipę :)

Nocleg wybraliśmy całkowicie w ciemno, na podstawie wywiadu telefonicznego, spośród nielicznej w tym rejonie bazy noclegowej. Naszą bazą było gospodarstwo agroturystyczne pani Jadwigi Sołdaczuk (opis i lokalizacja tutaj) we wsi Budzisz, około 10 km Dzierzgonia. Wybór okazał się szczęśliwy pod każdym względem. Mamy jednak niedosyt, bo nie spróbowaliśmy jedzenia na miejscu, które według tubylców jest w tym gospodrstwie wyśmienite.

Nasz plan na wyjazd był prosty - spędzić 3 dni w nieznanej nam dotychczas okolicy i tym samym wstępnie rozeznać się w regionie, pochodzić po okolicznych atrakcjach turystycznych i poznać pozostawione w tym regionie przez dawnych mieszkańców obiekty o znaczeniu historycznym (stare cmentarze, grodziska pruskie, pozostałości po dawnych liniach kolejowych). Ze względu na fatalną pogodę pierwszego dnia, mieliśmy do dyspozycji tylko dwa dni, które w miarę naszych możliwości (dziecko, pies) dość aktywnie wykorzystaliśmy.

Odbyliśmy spacer po lasach w okolicach Starego Miasta (to już sąsiednia gmina - Stary Dzierzgoń), gdzie mieliśmy m.in. nadzieję na dotarcie do dawnego grodziska pruskiego. Jednak na miejscu okazało się, że nie tylko nie można zbliżyć się do tego miejsca żadną leśną przecinką, ale las w tej okolicy o tej porze roku jest tak gęsty, że nawet bez dziecka byłoby trudno tam się dostać. Zatem ten cel na naszej mapie pozostanie przynajmniej do późnej jesieni lub kolejnej wiosny. Tak samo wyglądała sytuacja z tzw. Kamieniem Wilhelma upamiętniającym posadzenie dębu cesarskiego. Tu także nie byliśmy w stanie dotrzeć z wózkiem dziecięcym w takie miejsce, z którego byłaby szansa odnaleźć kamień. Zatem i to musi poczekać na porę roku, w której roślinność jest mniej bujna.
Leśny strumień, dopływ rzeki Dzierzgoń, w lesie niedaleko Starego Miasta. [fot. materiał własny]
Kościół w Starym Mieście. [fot. materiał własny]
Dawne groby na cmentarzu przy kościele w Starym Mieście. [fot. materiał własny]
Kościół w Starym Mieście. [fot. materiał własny]
Przeszliśmy się też po Dzierzgoniu. Najpierw centrum, potem Wzgórze Zamkowe (ruiny zamku krzyżackiego powstałego na miejscu dawnej warowni pruskiej - więcej informacji o zamku tutaj), rynek i klasztor. Potem krótki spacer w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, krótki research na temat bazy gastronomicznej w okolicy i powrót do bazy.
Kościół w Dzierzgoniu. [fot. materiał własny]
W drodze na Wzgórze Zamkowe w Dzierzgoniu. [fot. materiał własny]
Ruiny zamku krzyżackiego w Dzierzgoniu. [fot. materiał własny]
Amfiteatr w Dzierzgoniu na Wzgórzu Zamkowym. [fot. materiał własny]
Na Wzgórzu Zamkowym. W tle ruiny zamku krzyżackiego zbudowanego w miejscu dawnej warowni pruskiej. [fot. materiał własny]
Widok na Dzierzgoń ze Wzgórza Zamkowego. [fot. materiał własny]
Rynek w Dzierzgoniu. [fot. materiał własny]
Dawny klasztor w Dzierzgoniu. [fot. materiał własny]
Furta dawnego klasztoru w Dzierzgoniu. [fot. materiał własny]
Drugą część dnia spędziliśmy na zwiedzaniu Powiśla i Żuław z okien samochodu w drodze do Małdyt, gdzie chcieliśmy zjeść obiad w restauracji "Pod Kłobukiem" znanej z kuchennych rewolucji Magdy Gessler. Ale w końcu zjedliśmy w sąsiedniej knajpie ("Pod świerkami" - opis tutaj) i nie żałujemy. Powrót z Małdyt to dalsza część zwiedzania z okien samochodu oraz wizyta w Zajeździe Ostoja w Przezmarku, gdzie spotkaliśmy się z kuzynostwem na kawie.
Wyczyszczone talerze w restauracji "Pod Świerkami" w Małdytach. [fot. materiał własny]
Początek ostatniego dnia pobytu miałem dla siebie (i psa). W tym czasie obejrzałem sobie pobliską osadę Jasna, a tam stary kościół katolicki i dawny cmentarz ewangelicki (a raczej to, co z niego zostało). Poszukałem pozostałości po kolei wąskotorowej, która kiedyś łączyła wieś z Malborkiem. Pogadałem trochę z tubylcami przybyłymi tutaj po II Wojnie Światowej, którzy poopowiadali mi o wsi i sprzedali kilka ciekawostek.
Dawny cmentarz ewangelicki w Jasnej. [fot. materiał własny]
Dawny cmentarz ewangelicki w Jasnej. [fot. materiał własny]
Dawna pastorówka w Jasnej. Obecnie nie ma ani pastora, ani zboru, a jest za to budynek mieszkalny. [fot. materiał własny]
Potem wspiąłem się na pobliską górę (nazywaną na dawnych mapach Wald Berg), z której rozciąga się piękny widok na Powiśle oraz Żuławy i odległy o około 30 km Elbląg. Kiedyś stała tam wieża na cześć Bismarka, ale dzisiaj nie ma już po niej śladu. Był tam za to rolnik, który jako jedyny w okolicy ma tutejsze pochodzenie, bo jego dziadek nie miał, delikatnie rzecz ujmując, smykałki do polityki. Zrekrutowany bowiem do niemieckiej armii w czasie II Wojny Światowej zdezerterował z niej, a potem wstąpił w szeregi jednej z armii alianckich na zachodzie Europy. Tym samym po wojnie rodzina mojego rolnika ani nie mogła z innymi tubylcami uciec do Niemiec, ani wieść spokojnego życia na swojej ziemi, bo PRL niespecjalnie dobrze traktował tych, którzy mieli jakiekolwiek związki z zachodem.
Widok z Wald Berg koło Jasnej na Powiśle i dalej na Żuławy. [fot. materiał własny]
Drugą część dnia spędziliśmy już w pełnym składzie organizując sobie zwiedzanie Powiśla i Żuław z poziomu samochodu. Na dłużej zatrzymaliśmy się tylko w Świętym Gaju, gdzie znajduje się sanktuarium upamiętniające męczeńską śmierć św. Wojciecha, który za naruszenie jakiegoś świętego dla Prusów miejsca, poniósł (przypuszczalnie) śmierć w pobliskim grodzisku pruskim (także trudno dostępnym o tej porze roku).
Sanktuarium w Świętym Gaju. [fot. materiał własny]
Sanktuarium w Świętym Gaju. [fot. materiał własny]
Sanktuarium w Świętym Gaju. [fot. materiał własny]
Sanktuarium w Świętym Gaju. [fot. materiał własny]
Powrót do Trójmiasta zorganizowaliśmy sobie wzdłuż Kanału Elbląskiego, a następnie droga krajową nr 7.

Te trzy dni na Powiślu rozbudziły trochę mój apetyt na ten region. Z pewnością zatem jeszcze tutaj wrócimy, najlepiej o takiej porze roku, która pozwoli dotrzeć nam do dawnych grodzisk pruskich, których ostatnie pozostalości znajdują się w tutejszych lasach.

Przy okazji warto polecić dwie świetne strony:

Paweł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz