poniedziałek, 12 maja 2014

Restauracja "Schabowy Raz" w Babim Dole - ocena 2/6

W kwietniu 2013 odwiedziliśmy Restaurację "Schabowy Raz" (strona www) w Babim Dole koło Żukowa, przy Drodze Krajowej nr 20 (lokalizacja tutaj). Lokal znany z tego, że brał udział w programie telewizyjnym Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler, a jego właściciel ciągle płakał podczas kręcenia materiału.

Pod knajpą zjawiliśmy się w piątkowe kwietniowe popołudnie koło 17. Lokal, mimo sporych rozmiarów (dwa poziomy, na oko jakieś 100-150 miejsc dla gości) był nabity do granic możliwości, więc musieliśmy poczekać jakieś 15 minut na wolny stolik i potem sami sobie go wywalczyć w bezpośrednim starciu z innymi oczekującymi (nikt nie zarządzał kolejką). Jak się okazało, to nie jedyny problem organizacyjny, bo najpierw czekaliśmy około 15 minut na kartę i możliwość złożenia zamówienia, a potem czekaliśmy ponad godzinę na specjalność lokalu w postaci tytułowego schabowego dla Pawła oraz pierogi z czymś tam dla Gosi.

W trakcie oczekiwania na nasz posiłek, przyglądaliśmy się kompletnemu chaosowi na górnej sali. Kelnerki biegały bez jakiegoś planu i nie panowały nad zamówieniami. Klienci wręcz wyrywali sobie nawzajem obsługę stosując mniej lub bardziej aktywne formy jej przywoływania. My w tym czasie zdążyliśmy np. otrzymać sztućce od jednej z kelnerek, po czym po chwili inna kelnerka nam je zabrała i dała innym gościom. Pani przy sąsiednim stoliku dostała martwą muchę do swojego schabowego, a z tego co się można było zorientować po jej reakcji, zamawiała bez dodatków. Obsługa jednak bez problemu zamieniła danie i po pół godzinie pani dostała dostała już nowego schabowego bez ozdoby.

Jedzenie otrzymaliśmy jednak ciepłe, ładnie podane i przede wszystkim smaczne. Jednak po konsumpcji znowu byliśmy zdani na zdezorientowaną obsługę. Najpierw nie mogliśmy się dowołać kolnerki, a potem nie mogliśmy doczekać się zamówionego rachunku (nasza kelrnerka gdzieś zniknęła, a inna podobno nie miała prawa nas rozliczyć). Zatem zrezygnowaliśmy z napiwków i należność uiściliśmy w kasie przy barze.

Podsumowując - lokal nie przypadł nam do gustu. Tłoczno, chaos w obsłudze, dość głośno, a za cenę jednodaniowego obiadu przewyższającą 20 PLN należy oczekiwać zdecydowanie lepszej obsługi. Ponad godzina oczekiwania na sztandarowy produkt lokalu to też zdecydowanie za dużo. A wszystko to dzieje się pod okiem stojącego przy barze właściciela, chyba zresztą zadowolonego, bo nie płakał.

Na plus lokalu przemawia jedynie jakość jedzenia i wystrój wnętrzna (drewno, swojski klimat), ale to za mało byśmy tam kiedyś wrócili. Zdecydowanie lepszym pomysłem na spędzenie dwóch godzin w tej okolicy wydaje się zakup prowiantu w sąsiednim sklepie spożywczym i spacer nad pobliski Jar Raduni (samochód najlepiej zostawić właśnie przy restauracji), gdzie można zwiedzić rezerwat przyrody oraz ślady po dawnym grodzisku.

Ocena - 2/6

Gosia i Paweł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz